
wtorek, 26 lutego 2013
jak to z overlockiem było...
maszyna z "naprawy" przyszła nie powiem błyskawicznie,nie zażądali kasy - czyli elegancko się panowie zachowali.(firma z Krakowa)
Przyszła wczoraj,ja dziś rozpakowałam i siadam do szycia.No,nie do końca chciałam najpierw sprawdzić co i jak.Zamek postumentu zrobiony,znaczy się dobrze.Próbka ściegu w maszynie - śliczna .Na ich materiale przeszyłam jeszcze jeden ścieg - fajnie,i wzięłam swoje płótno.
PORAŻKA;/.
Maszyna jak rwała tak rwie.Po kilku próbach ,coś tam talerzykami wachlowałam ,szyje ale źle;/.
Naprawdę wkurwiona zadzwoniłam do firmy i co słyszę ? Serwisant pan Stefan stwierdził że JA ŹLE SZYJĘ I POWIETRZE MOJEGO MIASTA MASZYNIE NIE SŁUŻY ! Bo u nich szyła świetnie...
No cham !
co to znaczy - ja źle szyję? Pół roku szyłam dobrze a teraz nagle nie ?!? I to że się blokuje talerzyk i nic rwą to moja wina ? Po wyjęciu z pudła ,prosto od nich z serwisu?!?
Nici jakimi szyję włożyłam do maszyny by na nich ustawili/wyregulowali wszystko. No i chuj bombki szczelił że się tak mało górnolotnie wyrażę.To proszę ją przywieźć to ja pani udowodnię . Co mi udowodni burak? A jak zmienię materiał to za każdym razem do nich będę musiała jeździć?!?
Aż się poryczałam dziś z tej bezsilności... Ciśnienie pod niebo poszybowało i tak dzień do kity od rana;/
Subskrybuj:
Posty (Atom)